
Polski rynek walutowy u progu drugiej połowy lipca doświadcza fundamentalnego odwrócenia dotychczasowego trendu, a stosunkowo spokojny handel ustąpił miejsca gwałtownej zmienności wewnątrz tygodnia. Głównym krajowym motorem napędowym ostatnich dni był nieoczekiwany zwrot retoryczny wewnątrz Rady Polityki Pieniężnej (RPP), który w połączeniu z globalnym odpływem kapitału do bezpiecznych przystani zadał polskiej walucie dotkliwe ciosy w relacji do euro, dolara amerykańskiego i korony czeskiej. Podczas gdy w poprzednich miesiącach złoty wyraźnie zyskiwał dzięki jastrzębiemu stanowisku rodzimych bankierów centralnych, obecna sytuacja potwierdza głęboką dywergencję w regionie Europy Środkowej i stawia polskie małe i średnie przedsiębiorstwa przed zupełnie nową rzeczywistością finansową.
Narodowy Bank Polski (NBP) na lipcowym posiedzeniu zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową na poziomie 3,75%, jednak prawdziwe trzęsienie ziemi na rynkach wywołała dopiero późniejsza konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Po tym, jak czerwcowa inflacja wstępna w Polsce spadła dokładnie do celu na poziomie 2,5%, szef banku centralnego niespodziewanie porzucił swoją dotychczasową bezkompromisową retorykę i po raz pierwszy otwarcie dopuścił możliwość obniżki stóp procentowych jeszcze przed końcem 2026 roku. Rynki finansowe zareagowały na ten gołębi zwrot natychmiastową wyprzedażą polskiej waluty, której nie zapobiegł nawet fakt, że nowa lipcowa projekcja makroekonomiczna NBP nieznacznie zrewidowała prognozę inflacji na ten rok w górę – do średnio 2,9% – ze względu na wygaśnięcie rządowych tarcz energetycznych.
To przesunięcie w polityce pieniężnej natychmiast przerysowało mapę techniczną na najważniejszej parze walutowej EUR/PLN, która po tygodniach stabilnej konsolidacji w granicach 4,285–4,295 PLN błyskawicznie przebiła silny czerwcowy opór powyżej poziomu 4,305 PLN. Impuls osłabiający polską walutę przybrał na sile pod koniec tygodnia, kiedy kurs wystrzelił do nowego lokalnego maksimum na poziomie 4,3498 PLN, by ostatecznie zamknąć piątkową sesję na poziomie 4,3212 PLN. Podobnie niekorzystny dla posiadaczy krajowej waluty scenariusz rozegrał się na parze krzyżowej PLN/CZK, gdzie złoty po początkowym wewnątrztygodniowym maksimum na poziomie 5,6449 CZK osunął się o ponad jeden procent aż do poziomu wsparcia na 5,5745 CZK. Dla polskich firm oznaczało to skokowy wzrost kosztów podwykonawstwa i zakupów z Czech.
Dolar amerykański potwierdził w ostatnich dniach swoją pozycję niekwestionowanej globalnej bezpiecznej przystani, co dla walut rynków wschodzących, w tym polskiego złotego, oznaczało kolejną falę presji sprzedażowej. Choć słabsze czerwcowe dane z tamtejszego rynku pracy początkowo sugerowały stopniowe schłodzenie gospodarki USA, protokół (minutes) z czerwcowego posiedzenia Fed ujawnił głęboki rozłam w opiniach bankierów – część z nich nadal domaga się restrykcyjnej polityki z obawy przed szokami surowcowymi i napięciami geopolitycznymi. Nowe kierownictwo Fed z Kevinem Warshem na czele mierzy się więc z rynkiem, który spekuluje na temat scenariusza utrzymania amerykańskich stóp na wysokim poziomie przez dłuższy czas. To zawęziło dysparytet stóp procentowych i wyprowadziło międzynarodowy kapitał z regionu CEE do aktywów dolarowych.
Na parze USD/PLN ten globalny sentyment przełożył się na silny trend wzrostowy, który utrzymywał się przez całą drugą połowę tygodnia. Kurs po początkowym przetestowaniu lokalnych minimów na poziomie 3,7421 PLN rozpoczął gwałtowny wzrost, który w piątek kulminował przełamaniem kluczowego oporu i osiągnięciem wewnątrztygodniowego maksimum na poziomie 3,8052 PLN, przy czym tydzień zamknął się w okolicach poziomu 3,7850 PLN. Dla polskich importerów surowców, technologii czy komponentów rozliczanych w amerykańskiej walucie ta tygodniowa rozpiętość kursowa przekraczająca 6 groszy jest brutalnym przypomnieniem o tym, jak szybko zmienność potrafi przekształcić zyskowny kontrakt w stratę ekonomiczną, jeśli firma polega wyłącznie na bieżących kursach spotowych.
Polski przemysł zorientowany na eksport musiał w ostatnich dniach mierzyć się również z serią negatywnych doniesień z rdzenia strefy euro, które tłumią realny popyt na polskie towary. Niemiecki sektor motoryzacyjny, będący głównym odbiorcą polskich łańcuchów dostaw, zmaga się z głębokimi problemami strukturalnymi, co podkreślił oficjalny komunikat koncernu Volkswagen o planach redukcji modeli i dostosowania mocy produkcyjnych. Europejskiego sentymentu nie poprawiły ani dwie następujące po sobie awarie oprogramowania systemu płatności międzybankowych T2 zarządzanego przez EBC, ani przedłużająca się niepewność polityczna we Francji po skardze kasacyjnej Marine Le Pen, co utrzymuje euro pod presją i uniemożliwia mu trwalsze odbicie.
Ostateczny cios rynkowemu spokojowi zadała jednak końcówka tygodnia, kiedy dramatycznie zaostrzyła się konfrontacja militarna między USA a Iranem w Zatoce Perskiej, co doprowadziło do formalnego zamknięcia Cieśniny Ormuz dla wszelkiej żeglugi. Cena ropy Brent z Morza Północnego natychmiast skoczyła o 4% do poziomu około 79 USD za baryłkę, co w połączeniu z trwającym rosyjskim tymczasowym zakazem eksportu oleju napędowego tworzy dla polskich przedsiębiorstw niebezpieczne kleszcze inflacyjne. Wyższe ceny surowców energetycznych, poprzez droższą logistykę, skokowo podniosą koszty importu polskich firm, podczas gdy chłodzący się popyt z Niemiec ograniczy ich przychody z eksportu, co generuje strukturalną presję na dalsze osłabienie złotego.
Bieżąca sytuacja na rynkach finansowych wyraźnie pokazuje, że polskie firmy zaangażowane w handel międzynarodowy nie mogą już liczyć na stabilnego i silnego złotego, który dominował w miesiącach wiosennych. Dla polskich eksporterów rozliczających się w euro i dolarach obecne osłabienie złotego w kierunku granicy 4,35 EUR/PLN i 3,80 USD/PLN stanowi krótkoterminową okazję do maksymalizacji przychodów nominalnych. Jednak gwałtowny spadek pary krzyżowej PLN/CZK o ponad procent drastycznie podnosi koszty podwykonawstwa z Czech, a słabnący popyt w niemieckim przemyśle zagraża wolumenom przyszłych zamówień. Obecne niskie poziomy polskiej waluty są zatem idealnym momentem na zabezpieczenie (zafiksowanie) tych kursów proeksportowych na kolejne miesiące, zanim rynek przejdzie ewentualną korektę techniczną.
Z kolei polscy importerzy mierzą się z bezpośrednim uderzeniem w rentowność, ponieważ słabnący złoty skokowo podraża zakupy materiałów i komponentów z zagranicy. W najbliższych tygodniach zjawisko to zostanie dodatkowo spotęgowane przez wtórne skutki szoku naftowego w cenach transportu międzynarodowego i paliw. Poleganie w tak zmiennym otoczeniu na przypadkowych wymianach na rynku spot jest czystą spekulacją, który może wymazać roczny zysk z kontraktu w ciągu jednego dnia handlowego. Dlatego w Akcencie w tych burzliwych czasach zalecamy polskim przedsiębiorstwom porzucenie pasywnej strategii i wdrożenie metody sukcesywnego zabezpieczania pozycji za pomocą forwardów walutowych. Pozwalają one skutecznie odfiltrować wewnątrztygodniowe szoki rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu groszy i zapewnić firmom stabilną bazę kalkulacyjną dla ich biznesu.
Waluta
Kupno
Sprzedać
Przedstawione wartości są orientacyjne. W celu uzyskania aktualnej i indywidualnej oferty kursu prosimy o kontakt pod nr: +48 22 208 00 99. Aktualne kursy możesz w dowolnym momencie sprawdzić na Online Broker.